Podróż z Samą Sobą

 

892B1483-C859-404F-BE15-7525510877F0„Życie daje każdemu tyle, ile sam ma odwgę wziąć, ja nie zamierzam zrezygnować z niczego co mi się należy” Jacek Pałkiewicz

Pewnego dnia zapytałam mojego Szczęścia, co myśli o samotnych wyjazdach i czy nie miało by nic przeciwko temu, gdybym wybrała się sama do Madrytu na kilka dni.

– Ależ, oczywiście – odpowiedziało radośnie! – Nie tylko nie mam nic przeciwko, ale nawet uważam, że to doskonały pomysł. Bedziesz czuła się jak ryba w wodzie. Taka samotna eskapada da Ci prawdziwą wolność, a to przecież lubisz najbardziej.

– Ale, jak myślisz, co ludzie powiedzą? – spytałam nieśmiało.

– Jak to, co? Część na pewno powie Ci, że oni by tak nie potrafili. Nie są tak odważni, jak Ty i do tego nie potrafią być sami. Bo na pewno jest nudno, smutno i do tego niebezpiecznie. Będą też tacy, którzy otwarcie Ci powiedzą, że wolą siedzieć sami w domu i marzyć o podróżach niż wybrać się gdzieś bez towarzystwa. Jeszcze inni, z nie ukrywaną troską będą się wypytywać, czy aby na pewno wszystko jest w porządku w Twoim związku i dlaczego jedziesz bez Eda. Przecież na pewno będzie mu smutno. Tylko, czy te pytania i negatywne opinie mogą Cię powstrzymać przed samotną wyprawą? – zapytało niewinnie.

– Oczywiście, że nie. – odpowiedziałam.

Wątpliwości

Postanowiłam więc, że polecę do Madrytu dzień wcześniej niż moje towarzyszki, żeby poćwiczyć sobie samotne podróżowaniem. Stamtąd wezmę pociąg do Malagii, gdzie przenocuję w wynajętym hotelu. Na pewno będę bardzo zmęczona, więc, jeśli zatęsknię za towarzystwem, po prostu pojdę spać. Rano udam się na lotnisko na spotkanie z dziewczynami, więc tak naprawdę ten jeden dzień samotności to nie będzie nic wielkiego.

2918775A-3108-4845-BF26-8A702A6C4EED

W powrotnej drodze zdecydowałam, że zostanę sama w Madrycie przez kilka dni. Choć początkowo miałam nadzieję, że Edowi uda się do mnie dołączyć, ale kiedy nie dostał urlopu moja samotna wyprawa stała sie faktem. W myślach pocieszałam się, że po 8 dniach spędzonych z dziewczynami niemal bez przerwy, będę stęskoniona za czasem tylko ze sobą. Tak naprawdę jednak trochę się bałam. W mojej głowie kłębiły się różne myśli. Wśród nich pytania do samej siebie: „A co będzie, jeśli sobie nie poradzę?”

Ed szybko zauważył, że coś jest ze mną nie tak, i że miejsce podekscytowania podróżą zajęło rozdrażnienie i zdenerwowanie. Nie mogł jednak zrozumieć, dlaczego. Przypomniał mi, że tak naprawdę to ja przecież ciągle podróżuje sama i nie tylko świetnie sobie radzę, ale w dodatku bardzo to lubię. No, i oczywiście Ed jak zwykle miał rację, a ja zmarnowałam niepotrzebnie czas zamartwiając się o rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły.

Zarówno wieczór spędzony samotnie w Maladze jak i te parę dni w Madrycie były niezwykłe, a ja po raz kolejny udowodniłam sobię, że nie powinnam rezygnować z samotnych wypraw.

Malaga

 

21DD9B68-EC30-452A-B79A-78370D48F304Po przyjeźdźie do Malagii rzeczywiście byłam zmęczona. Bylam też głodna, więc zdecydowałam zostawić bagaże w pokoju i poszukać jakiejś małej restauracyjki.

Kiedy zorientowałam się, że mój hotel położony był w ładniej okolicy, blisko morza, zmęczenie natychmiast minęło. Właściwie to minął też głod, a ja ochoczo zaczęłam podążać w kierunku morza. Wędrowałam tak sobie prawie 30 minut, podziwiając widoki i ciesząc się piękną słoneczną pogodą. W końcu na horyzoncie pojawiło sie morzę i malowniczy krajobraz Malagii.

53A2597F-0506-4EFC-A29B-3B29F2DACB00Uświadomiłam sobie wtedy jak długo czekałam na takie widoki. Usiadłam na plaży, aby posłuchać szumu fal. Czułam się wspaniale. Spokojnie. Wiedziałam, że moje Szczęście jest tuż obok mnie.

Kiedy już nacieszyłam się cudownym, błękitnym widokiem wyruszyłam na poszukiwanie miejsca do jedzenia. Momentalnie odnalazłam małą restauracyjkę z Tapas. Niestety nikt z obługi nie mówił po angielsku, a moja znajomość hiszpańskiego ograniczała się do zamówienia piwa. Losowo więc wybrałam trzy tapas z menu, choć nie miałam pojęcia, co zamawiam. Jak się poźniej okazało, nie wybrałam najgorzej. Dziś ta sytuacja wywołuje wielki uśmiech na moich ustach. A ja podziwiam siebie za odwagę.

3ce91075-a59e-4ad6-8c86-df19b440754f.jpeg

Madryt

Madryt jest wspaniałym miejscem na samotne podróże, bo panuje tam energia podobna do tej nowojorskiej. Wszędzie, pełno jest turystów więc cały czas byłam otoczona ludźmi.

Podobnie jak w Maladze, praktycznie od razu wyruszyłam na podbój miasta. Mimo, iż początkowo planowałam, że pierwszego dnia chcę się tylko przywitać z miastem, udało mi się sporo zwiedzić. Z zachwytem przemierzałam wąskie uliczki, pozwalając losowi decydować, którą z nich wybrać. Spacerowałam bez pośpiechu, podziwiając zabytki, robiąc zdjęcia, próbując lokalne jedzenie i uśmiechając się do ludzi. Nikt mnie nie gonił, nikt nic mi nie narzucał.

EFD774BE-7638-4702-944C-C3BADAF3908A

Zobaczyłam tego dnia Plac Sol, Plaza Mayor, Market Mercado De San Miguel i plac przy Operze. Zwiedziłam również przepiękny Pałac Królewski. Dzień zakończyłam jedząc Paellę, pijąc Sangrię i delektując się życiem na Plaza Mayor.

Następnego dnia, pomimo, iż w głowie miałam tak mnóstwo pomysłów, które prosiły się, żeby stworzyć z nich ambitny plan, oddałam kontrolę mojemu sercu i intuicji. Na początek zabrały mnie one do małej restauracyjki na śniadanie i kawę.

B3E018E9-CD59-44A1-9284-ECE8FFAE0BCB

Siedziałam sobie w jednej z niewielu otwartych restauracji i przyglądałam się, jak Madryt powoli budził się do życia. Oczywiście nie turyści, ich już wszędzie było pełno. Mam na myśli lokalne restauracje, sklepy i biznesy. Poddałam się tej porannej, leniwej atmosferze. Hiszpański spokój nie nastrajał mnie do biegu, a muzyka płynąca z głośników podrywała mnie do tańca. Moja taneczna dusza unosiła się w przestrzeni i zataczała nade mną liryczne koła. A ja pozwalam tej błogości wziąć mnie w objecia. Trwałam w moim Szczęściu. Uśmiechnęłam się zalotnie do kelnera, kiedy przyniósł mi kawe i rogala. Wyobrażałam sobie, że tak powinniem wyglądać już każdy mój poranek, nie tylko ten wakacyjny.

Moje Szczęście, nieśmiało podpowiedziało mi, że brakuje mi różowego blyszczka do ust, który będzie uzupełnieniem mojego wizerunku wesołej flirciarki. Wychodząc z restauracji natychmiast spełniłam tę zachciankę. Dodałam jeszcze parę ślicznych różowych szpilek. No bo jak to tak – być w Hiszpanii i nie kupić butów?

C40F6659-D5B0-43EF-A90C-89280DB191FCMoim kolejnym przystankiem okazał się być stadion Realu Madyt. Niesamowite przeżycie, o którym ja, fanka Królewskich marzyłam przez wiele lat. Trudno tu jednak mówić o zwiedzaniu w samotności, gdyż zewsząd byłam otoczona podekscytowanymi fanami. Z drugiej strony jednak brak towarzysza pozwolił mi całkowicie zatopić się w atmosferze tego miejsca. Czytając historię, ogladając puchary i zdjęcia byłych i obecnych zawodników miałam gęsią skórkę na całym ciele. No i oczywiście pojawiło się kolejne marzenie, żeby wrócić tam kiedyś obejrzeć mecz.

4771A487-6B83-41E0-AA7B-D335B39BF95F

Po wizycie na stadionie jeszcze przez wiele godzin spacerowałam po Madrycie. Znów zachwycałam się widokami i chłonęłam cudowną energię miasta. A kiedy po kilku godzinach dotarłam przed budynek muzeum Prado, moje Szczęście i ja zgodnie zadecydowaliśmy, że nie mamy dziś ochoty aby wejść do środka. Siedząc na ławce przed muzeum, myśłałam o tym, że życie przecież polega na tym, że czasem musimy zrezygnować z pewnych przyjemności, lub zostawić ja na inny czas. Ja zobaczyłam wszystko to, na co miałam ochotę.

Poza strefą komfortu

Co jest takiego w samotych wyjazdach, że tak chętnie się na nie decyduję?

Początkowo myśłałam, że samotne podróże są złem koniecznym. Ceną, jaką jestem gotowa zapłacić za spotkanie z moim Szczęściem. Odkąd uświadomiła sobie, że podróże są moim powietrzem, nie zamierzałam z nich rezygnować. Nie chciałam czekać w nieskończoność na innych, bo miałam poczucie że życie ucieka mi przez palce. A lista miejsc, ktore zamierzam odwiedzić ciągle się wzdłuża. Skoro nikt nie chce lub nie może wybrać się ze mną, pojadę sama.

I jak się szybko okazało, bardzo lubię te samotne wyprawy. Są one dla mnie doskonała szkoła życia. Podczas takich wypraw jestem zdana całkowicie na siebie i to własnie wtedy dowiaduję sie o sobie najwiecej.

21CA36E0-E4D0-46CC-B2EE-2513E7516E7A

Jest to bowiem świetny sposób na sprawdzenie siebie w różnych, czasem zupełnie nowych sytuacjach. To wtedy nagle przypominam sobie, że mam niesamowity talent researcha-detektywa. Potrafię wynajdować tanie przeloty, czy hotele, które są wygodne, ale nie nadwyrężają mojego budżetu. Świetnie też radzę sobie korzystajac z komunikacji miejskiej – metro, autobusy i pociagi są moją ulubioną formą transportu, bo dostarczają mi wielu informacji odnośnie mieszkańców danego miasta.

Samotne podróże dodają mi pewności siebie, bo skoro radzę sobie świetnie w obcym mieście, nawet nie znając lokalnego jezyka, to tak naprawdę nie ma sytuacji, w której nie poradziłabym sobie sama.

Uwielbiam też tę wolność, którą dają mi samotne wyprawy. Tak naprawę mogę wtedy robić to, na co tylko mam ochotę. Począwszy od wstania z łóżka o dowolnie wybranej przez siebie godzinie. Mogę zwiedzać miejsca na które mam ochotę bez dostosowywania sie do innych. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, żeby udało mi się namówić Eda, czy którąś z moich koleżanek na zwiedzanie stadionu Realu Madrytu. A przecież marzyłam o tym od wielu lat. Podróżując sama w każdej chwili też mogę się zatrzymać i zmienić moje plany. Mogę pozwolić mojemu sercu, żeby stworzyło mi plan zwiedzania, zupełnie ignorując opinię rozumu.

855AD085-A4EF-4768-9D37-7B1F22337BA0

Pomimo iż uważam, że samotne podróże są wspaniałe, jestem w stanie zrozumieć obawy przeciwników. Powiem przewrotnie, że tak naprawdę wierzę, że sam fakt podróży w pojedynke nie jest w stanie wywołać w nas żadnych uczuć. Zarówno pozytywnych, jak i nagatywnych. To znaczenie jakie przypisujemy samotnym podróżom, bedzie miało wplyw na nasze myśli. Te z kolei wpłyną na nasze emocje, uczucia i doświadczenia. Jeśli uważasz zatem, że podróże w pojedynkę są okropne, tak też własnie bedzie. Ale, jeżeli bycie sam na sam ze sobą jest dla Ciebie czymś fajnym, gorąco zachęcam Cię, abyś odważyła się na samotny wyjazd. Jestem pewna, że nie będziesz żałować tego, czego doświadczysz i dowiesz się o sobie.

D2CA0BCC-D55A-472B-805F-961CD672B68C

Jestem ciekawa co Ty myślisz o takiej formie wyjazdu? Czy zdecydowałabyś się na to, żeby gdzieś się wybrać bez towarzystwa? Może marzy Ci się wyjazd w jakieś konkretne miejsce? A może już byłaś gdzieś sama i podzielisz się ze mną swoimi wrażeniami?

 

 

Podróż Po Marzenia

CAC9CF35-0C49-4C8D-9164-4C83C0D8BBF0

„To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.” Paolo Cohelo

18 lat temu zamarzyła mi się wycieczka objazdowa po Hiszpanii. Podróżując autokarem od miasta do miasta mieliśmy zwiedzać Andaluzję. Miało być dużo, intesywnie i wspaniale. Och, jakże się cieszyłam na tę wyprawę. A napięty grafik dodawał całemu wyjazdowi niesamowitego uroku. Jednak Los postanowił zagrać mi na nosie. Biuro podróży nie uzbierało wystarczającej liczby chętnych i z upragnionej eskapady nic nie wyszło. Mimo, że wolałam intensywne zwiedzanie, przeznaczyłam odłożone pieniądze na wyjazd do Costa Brava.

91971B0B-7A84-42C1-904B-53BA38762A49

Postanowiłam dać Hiszpanii szansę, a ta odwdzięczyła mi się z nawiązka. Zakochałam się w tym pięknym kraju, jego ludziach i kulturze do tego stopnia, iż obiecałam sobie, że będę tu wracać co roku. I gdy rok później byłam tam znowu, wypowiedziałam w myślach ciche życzenie: Chcę tu kiedyś zamieszkać. Być może na emeryturze.

Niestety Los dość szybko zweryfikował moje plany o corocznych wakacjach w Hiszanii. Choć tęsknota za tym pięknym krajem, wiecznie żyła w moim sercu, nie udało mi się tam wrócić przez kolejnych 17 lat. Odnajdywałam ją za to w miejscach, które odwiedzałam. Będąc w Kalifornii, czy w Kolorado widziałam Hiszpanię w amerykańskiej architekturze i topografii. A malownicze nadmorskie miasteczka i urokliwe hiszpańskie plaże pojawiały się w moich snach regularnie.

Spotkanie z kochankiem

Aż wreszcie nadarzyła się okazja powrotu do Hiszpanii. Nie ukrywam, że po 17 latach wracałam tam z pewnymi obawami. Jestem przecież już zupełnie inną osobą. Poznałam trochę świata, widziałam wiele cudownych miejsc. To prawda, że teraz bardziej potrafię cieszyć się życiem, i docenić piękno w zwyczajnych rzeczach. Ale szczerze się bałam, że ten kraj, w którym zakochałam się przed laty, już nie istnieje.

To trochę tak jak spotkanie z dawnym kochankiem, którego nie widziało się długo. Nadal wzbudza on silne emocje, a wspomnienia wspólnych chwil ciagle są żywe. Jednak rzeczywistość tak często nas rozczarowuje.

A865CEA5-394B-47F2-AE63-BCC52B7CF57E

Dlatego postanowiłam nie mieć oczekiwań. Chciałam, żeby Hiszpania mnie zaskoczyła. Całkowicie oddałam się w ręce Losu. A on zgotował mi wyśmienitą ucztę. Tak wspaniałą, że momentami czułam jakbym wkradła się do nie mojej bajki. Do innego świata, który jest zbyt piękny i wykwintny dla mnie.

Swobodne poznawanie

Dzisiaj nie interesuje mnie już intensywne zwiedzanie. Bieganie z językiem na brodzie, żeby zaliczyć jak najwiecej turystycznych atrakcji już dawno przestało mnie bawić. W Hiszpanii jednak trudno jest nie zwiedzać. Andaluzja wypełniona jest zabytkami i każde małe miasteczko czy duże miasto gotowe jest opowiedzieć Ci swoją historię. W krainie, gdzie wpływy kultury arabskiej przeplatają się z kulturą chrześcijańską, a starożytność współistnieje z teraźniejszością, pełno jest zamków, pałaców i mostów, które swoim urokiem zadowolą nawet najbardziej wybrednego turystę.

F5B9CDF5-654B-40F1-87F1-880FE502C48E

 

Mnie jednak zafascynowała energia tych miejsc. Coś, czego do końca nie potrafię wytłumaczyć. Będąc tam, czy w to w Rondzie przy moście, w Sewilli przy pałacu, czy w Vejer przy fontannie odczuwałam, jakąś niesamowitą błogość i wewnętrzny spokój. Zupełnie nie miałam ochoty opuszczać tych miejsc. Coś mnie tam zatrzymywało. Pragnęłam po prostu upajać się ich energią i chłonąć ją całym moim ciałem.

I tak naprawdę myślę sobie, że bez względu na to czego szukamy, każdy znajdzie w Hiszpanii coś dla siebie. Nie ma znaczenia, czy wyszukasz te miejsca w przewodniku, czy pozwolisz swojemu sercu tam Cię zaprowadzić, zbaczając z obranego szlaku. Czekają Cię niesamowite przeżycia, jeśli tylko sobie na nie pozwolisz.

W objęciach hiszpańskiej życzliwości

Ale Hiszania to też wspaniali ludzie, tak różni od nas Polaków czy Amerykanów. Od zawsze fascynuje mnie ten hiszpański luzik, jakże inny od polskiej poprawności, i amerykańskiego pędu za życiem.

W Hiszpanii nie wypada się spieszyć. Tu trzeba delektować się kawą, deserem i życiem. Nikt nie będzie popędzał Cię w restauracji, bo czekanie na kelnera jest prawie obowiązkiem.

 

Tu nie przystoi też się nie uśmiechać. Dzięki hiszpańskiej otwartości i serdeczności czułam się bezpiecznie. Zwłaszcza podczas tego etapu podróży, który odbyłam sama. Na każdym kroku znajdowałam bowiem ludzi, chętnych mi pomóc.

Ze wzruszeniem wspominam młodą Hiszpankę, która w nieznanym mi jezyku hiszpańskim, poinformowała mnie, że mam rozpiętą torebkę, z której radośnie wystawały pieniadze. Do Hiszpanii warto wybrać się choćby tylko po to, aby moć doświadczyć tej hiszpańskiej uprzejmości.

Moje Szczęście –

Moja podróż do Andaluzji nie byłaby taka wspaniała gdybym nie zabrała ze sobą w drogę mojego Szczęścia. Ale tym razem postanowiłam sobie, że chcę je dokładnie poznać, oswoić, może nawet rozłożyć na czynniki pierwsze.

Pojawiło sie już piewszego dnia, nieśmiałe, pod postacią spokoju i relaksu. Następnego dnia przybrało postać radości z bycia z innymi. Jednak gdzieś w połowie podróży uświadomiłam sobie, że moje Szczęście ma na imię „Przestrzeń”.

Zalotnie nazywałam je „pustką w głowie”, ale towarzyszki podróży bez przerwy mnie poprawiały. No więc niech będzie, nadałam mu imię „Przestrzeń”.

B6AE9EFB-E609-4B7C-BF6B-CD5562422A1F

Przestrzeń jest zatem słowem, kluczem mojej podróży. Zawiera się w nim chyba wszystko. Bycie otoczoną górami z jednej strony, a morzem z drugiej, działało jak kojący balsam na moją duszę. Jestem niesamowicie wdzięczna dziewczynom, że przed wyjazdem przywiązywały tak duża wagę do naszego miejsca zamieszkania. Posiadanie salonu z widokiem na lazurowe morze działało jak najlepsza terapia.

Już od pierwszych minut dnia podziwianie tej niebieskiej, niekończącej się sfery dawało mi zastrzyk pozytywnej energii. Uzupełniałam ją podczas podróży krętymi dróżkami, kiedy podziwiałam zapierające dech w piersiach widoki.

Przebywanie wśród otwartych terenów oczyszczało mój umysł ze zbędnych myśli i zabierało mnie do mojej ukochanej krainy „tu i teraz”. Tam, gdzie ja i moje Szczęście radośnie przebywamy obok siebie. Ale to dzięki temu niesmowitemu, wielkiemu oknu w salonie, co wieczór mogłam przyglądać się mojemu ksieżycowi i szeptać mu jak bardzo jestem szczęśliwa.

W Andaluzji uświadomiłam sobie rownież, że do szczęścia jest mi potrzebna przestrzeń w kontaktach z ludźmi. Lubię kiedy w relacji z drugą osobą możemy sobie cudownie współistnieć. Wtedy nasze energie tańczą razem, zalotnie się całują, ale ze sobą się nie gryzą. Nie konkurują.

Pełnia

Całkowitą pełnię szczęścia osiągnełam pływając katamaranem po morzu. Bose nogi, wiatr we włosach, ja siedziąca na siatce. Widoki, przyprawiające o szybsze bicie serca i katamaran łagodnie ślizgający się po wodzie.

747E5447-3A8B-4E31-A016-066AEF601973

Wtedy to pojawiło się uczucie euforii. Całkowitego spełnienia, choć nie bez nutki wątpliwości, czy jest to aby na pewno realne. Czy ja przypadkiem nie śnię? Czułam, że całkowicie pozwoliłam mojemu Szczęściu mną zawładnąć. Głośno wypowiedziałam: „Jest mi za dobrze!” Byłam pijana z tej nieokiełzanej radości. Ponoć było ją widać na mojej twarzy, w oczach i na całym moim ciele.

Hiszapania zatem okazała się być kochankiem niebanalnym. Takim, który każdego dnia zadźiwia Cię czymś nowym i pięknym. A ty nie masz go nigdy dość. Z każdym dniem im wiecej go poznajesz, tym mocniej go uwielbiasz. Wyjechałam więc z Hiszpanii rozkochana, ale i głodna.

Mam pozytywny niedosyt wrażeń. Wiem, że zostało tam jeszcze tak wiele miejsc, zapachów, smaków i przestrzeni, które będą cierpliwie czekać na mój powrót. I już nie mogę się tego powrotu doczekać.

79ef708c-cca9-45f7-bacb-a04af9929581.jpeg

 

A czy Ty masz takie miejsce, które uwielbiasz ? Takie, które im lepiej poznajesz, tym mocniej Cię fascynuje? I którego nigdy nie masz ochoty przestać odkrywać? Może zechcesz mi o nim opowiedzieć?

 

Podróż jest jak życie

IMG_2845
fot. A. Kapłon

Czyli: dlaczego podróżuję?

Nie jestem już tą samą osobą co dawniej, odkąd widziałam księżyc po drugiej stronie świata” Mary Ann Radmacher

Jak to się zaczeło?

Odkąd pamiętam podróże zawsze były nieodłączną częścią mojego istnienia. Już jako mała dziewczynka dużo jeździłam z rodzicami po Polsce i krajach Europejskich. Wyjazdy wakacyjne, czy weekendowe były tak naturalne jak obchodzenie świąt. Wiec nigdy nie zastanawiałam się czy lubię podróżować. Po prostu wyjeżdżałam przy każdej nadarzającej się okazji.

Pewnego dnia wędrując na pięknym szlaku w Karkonoszach spotkalam Szczęście, którego tak nieustannie i usilnie poszukiwałam od wielu lat. Siedziało na kamieniu i uśmiechało się do mnie ukratkiem. Nieśmiało zapytało czy chcę, żeby przyłączyło się do mojej eskapady. Nagle, bez żadnego specjalnego powodu poczułam wolności i niesamowity spokój wewnętrzny ogarniający całe moje ciało. Zdałam sobie sprawę, że wszystkie problemy zostawiłam bardzo daleko w domu, w Ameryce.

IMG_3110
fot. A. Kapłon

W tamtej chwili nic poza mną wędrującą na szlaku i podziwiającą przepiękne widoki nie miało żadnego znaczenia. Byłam tylko ja i moje Szczęście. Uświadomiłam sobie wtedy, że potrzebuję wojaży jak ryba wody i że znalazłam receptę na wieczna pogodę ducha. Jeśli tylko będę mogła podróżować dużo i często, zawsze już będę szczęśliwa.

Wędrówka po szczęście.

To przekonanie, że podróże mnie uszczęśliwiają towarzyszyło mi przez wiele lat. Wystarczyło, że w głowie zrodził się pomysł na nową wyprawę, od razu wstępowała we mnie niesamowita energia i chęć do życia. I tak naprawdę, często byłam beztroska podczas podróży. Poznawanie nowych miejsc i ludzi, zmieniające się krajobrazy, włóczęgi stymulujące mój umysł, wprowadzały mnie w euforię.

img_2857-e1526757860462.jpg
fot. A. Kapłon

Miałam ze sobą umowę, że bez względu na to, gdzie jadę, będę się świetnie bawić i broń Boże nie zabieram ze sobą problemów dnia codziennego. Jeśli pojawiało się uczucie niezadowolenie, spychałam je jak najgłębiej do nieświadomości. Bo ja przecież jestem w drodze, nie ma tu miejsca na smutki, marudzenie, złe humory i stresy.

My podróżoholicy.

Osobiście, fascynują mnie osoby dla których podróże to sens życia, powietrze bez którego nie wyobrażają sobie swojej egzystencji. Taki ktoś planuje kolejną eskapadę, jeszcze w trakcie rozpakowywania walizek po ostatniej wyprawie i z utęsknieniem odlicza dni w kalendarzu. To właśnie zaplanowany, przyszły wyjazd jest motywacją pozwalającą mu przetrwać szarą rzeczywistość.

IMG_2864
fot. A. Kapłon

Będąc w drodze, nieustannie zadaję sobie pytanie czy jestem zwyklą, ciekawą świata podróżniczką czy podróżoholiczką. Moi współpracownicy określają mnie mianem „the World’s traveler” i to własnie o moich wyprawach rozmawiają ze mną najchętniej. Pytają, gdzie się niedługo wybieram, albo skąd właśnie wróciłam. Czasem zauważam zdziwienie w ich oczach, kiedy opowiadam, że podczas weekendu przebywałam w stanie oddalonym o ponad 1000 mil. „Ty to muszisz być dopiero zmęczona”, „dziewczyno skąd ty bierzesz kasę na te wszystkie wypady”, „tobie to dobrze” słyszę. Z politowaniem kręca głową lub otwarcie mowią, że zazdroszczą mi mojego stylu życia i że kiedyś będą jeździć tak, jak ja.

Jednak, kiedy zaczynam porównywać się z innymi pasjonatkami podróży, czuję spory niedosyt. Tak wiele jest niesamowitych miejsc, które pragnę odwiedzić. Zastanawiam się, czy wystarczy mi życia. W żartach powtarzam, że praca przeszkadza mi w mojej wielkiej pasji. Ale czy naprawdę trzeba jechać do Indii, Peru, Galapagos czy Tajlandii, żeby moć zasłużyć na miano Podróżocholiczki. Czy te śliczne perełki wokół nas, zapierające dech w piersiach i przyprawiające nas o szybsze bicie serca, o których próżno by szukać informacji w interncie, nie zasługują na szczególną uwagę?

Jak to naprawdę jest ze Szczęściem?

To Szczęście, spotkane na górskim szlaku, radośnie wskoczyło do mojego plecaka i wspólnie postanowiliśmy, że odtąd razem bedziemy włóczyć się po świecie. W rzeczywistości jednak gdziekolwiek się udałam zabierałam siebie ze sobą, a Szczęście, pojawiało się i znikało bez żadnej zapowiedzi.

IMG_2774
fot. A. Kaplon

Chociaż dawałam sobie pozwolenie na pełen luz, to jednak moje humory, wątpliwości, słabości i zmartwienia wyruszały zwykle ze mna. Im bliżej było do końca wyjazdu, tym bardziej nerwowa i nieszczęśliwa się stawałam. Z drugiej strony, miałam przecież namacalny dowód, że stan błogiego nastroju istnieje, jest osiągalny jeśli tylko sobie na niego pozwolę. Może recepta na iddyle leży po prostu gdzieś indziej?

Co ja tutaj robię?

Ten blog jest moim zaproszeniem do wędrowki po różnych ciekawych miejscach, połączonej z wyprawą w głąb siebie w poszukiwaniu szczęścia. Nie mam zamiaru dawać Ci rad, jak podróżować, ani też mowić Ci, co uczyni Cię szczęśliwą, gdyż uważam że w glębi serca tak naprawdę doskonale już o tym wiesz.

Będę niezmiernie uradowana, jeśli moje przygody, choć trochę zainspirują Cię do wsłuchania się w swój wewntętrzny głos. Nie ten szczebioczący bez końca w Twojej głowie, lecz ten cichutko szepcący w Twoim sercu, wypływający z wewnątrz Ciebie. Ten, który możesz usłyszeć tylko wtedy, kiedy naprawdę pozwolisz sobie się w niego wsłuchać. I może razem uda nam się oswoić Szczęście i namówić je, żeby zostało z nami na dłużej.

Może na początek to Ty napiszesz mi dlaczego podróżujesz ? Czy wyjazdy to dla Ciebie obowiązek, coroczna rutyna? Czy Twój narkotyk, powietrze bez którego nie potrafisz żyć?